Moi kochani czytelnicy,
Jest mi niezmiernie miło, że każdego dnia wchodząc na jakże zacną stronę bloggera, widzę, że liczba wejść zwiększa się o te kilka ;)
Jednakże, bardzo mnie smuci fakt, iż prawie nikt nie komentuje. Nie ma to wpływu ma moje pisanie, bo to kocham i robić będę nadal, ale autorzy też ludzie i wsparcia potrzebują. Przeczytacie? Napiszcie swoją opinię, bo to bardzo pomaga... sama nie jestem w stanie wychwycić błędów, więc bardzo was o to proszę ;)
Dam wam jeszcze efekt mojej wczorajszej nudy - Rin Okumura z "Ao no exorcist" ;P
Kolejna nudna notka informacyjna
Widzieć twoimi oczami [cz. 2]
Druga część wyszła mi taka... smutna? Nawet nie wiem, jak ją określić. Najlepiej przeczytajcie :) zapraszam!
__________________________
Lena stała się częścią jego życia. Każdego dnia zjawiała się w ośrodku i spędzała wolne chwile w towarzystwie Aleka. Nie tylko chłopak ją polubił, ale również każdy pracownik, podopieczny czy nawet sam główny kierownik. Cenili jej chęć niesienia pomocy, cokolwiek by nie robiła, gdy tylko ktoś jej potrzebował, potrafiła rzucić swoje dotychczasowe zajęcie i coś przynieść, zrobić, popilnować.
W oczach Aleka była aniołem. Zawsze radośnie nastawiona do złowrogiego świata, zarażała optymizmem nawet największych gburów. Często zastanawiał się dlaczego taka osoba, jak Lena, zamiast bawić się na dyskotekach, spędza swój czas wśród niewidomych. Uwielbiał wszelkiego rodzaju opowiadania dziewczyny, czy to zwykłe opisy miejsc, w których przebywali, czy piękne, tworzone wyobraźnią historie. Potrafiła swoim głosem rozbudzać nadzieję, siać grozę, a przede wszystkim wywoływać uśmiech.
Któregoś dnia zapytała blondyna, czy chciałby móc widzieć i ją zobaczyć. Bardzo się zdziwiła, gdyż odpowiedź była przecząca. Chłopak wytłumaczył się wtedy faktem, że w jego głowie powstał już jej obraz, że oczami wyobraźni widzi swoją własną interpretację jej twarzy. Bał się, że gdy tylko odzyska wzrok i w jego świecie na powrót zagoszczą kolory, rzeczywistość nie będzie tak idealna, jak sobie myślał.
Nie wiadomo kiedy zaczęło się lato, a z latem wakacje. Lena przychodziła do ośrodka wcześnie rano, a wychodziła późnym wieczorem, czasem nawet wcale. Nie miała trudności z przenocowaniem w pokoju Aleka, kierownik zgodził się niemal od razu, podkreślając, że powinni być cicho, na co dziewczyna zaczerwieniła się, przybierając odcień dojrzałego pomidora. Właśnie podczas takich nocy leżeli obok siebie, trzymając się za ręce i rozmawiając.
Zaczął się nowy, bardzo słoneczny dzień. Ciepłe promienie delikatnie pobudzały skórę do życia, ptaki przekrzykiwały się w śpiewnej bitwie, a kwiaty pachniały z intensywnością niespotykaną w mieście.
Alek cicho pomrukiwał z przyjemności, siedząc na drewnianym tarasie i słuchając pięknych dla ucha dźwięków. Świat był całkiem inny niż ten, który znał z dzieciństwa. Zapachy stały się lepiej wyczuwalne, muzyka dokładniej słyszalna, smaki łatwiejsze do rozróżniania, jedynie barwy zniknęły, ustępując miejsca ciemności.
Doskonale słyszał, że ktoś do niego podchodzi. Bardzo dobrze znał ten sposób stawiania kroków. Były delikatnie i subtelne, ale za razem pewne i pełne gracji, zupełnie jak u kota. Zbliżały się dość szybko, powodując lekkie skrzypienie podłogi. Uśmiechnął się pod nosem, wiedząc, co go czeka. Zawsze przychodziła zaraz po śniadaniu, znajdując go na tarasie. Ich zwyczajem stało się przytulanie na powitanie, więc nawet nie drgnął, kiedy jej drobne ręce otoczyły go z dwóch stron, lekko pociągając do tyłu.
- Lenka, byłaś kiedyś tancerką? - zapytał zamiast standardowych słów powitania.
- Tobie też dzień dobry - odparła wesoło. - Zdarzało mi się tańczyć w balecie, a czemu pytasz?
- Zastanawiałem się nad twoim sposobem chodzenia i tak jakoś pomyślałem o tańcu. Czemu już tego nie robisz?
Nie odpowiedziała mu. W ciszy usiadła obok i westchnęła cicho. To był czas na tę rozmowę, która zawierać będzie powód, dzięki któremu się poznali. Chcąc dodać sobie odwagi, złapała za dłoń przyjaciela i delikatnie uścisnęła.
- Rok temu miałam dość poważny wypadek - zaczęła swoją odpowiedź z widocznym trudem. Bolało ją to tak samo, jak jego wspomnienie o utracie wzroku. - Oblałam się wrzątkiem, poparzone miałam całe plecy, lewe ramię i całą rękę. Pozostała mi po tym brzydka blizna i nie chcę już pokazywać się na scenie - wyznała. - Nie bez powodu wybrałam pracę wolontariuszki właśnie w tym ośrodku. Ludzie się ze mnie śmiali, wytykali palcami... było mi przykro, a tutaj... tutaj na wszystko patrzy się sercem. Moim priorytetem stało się niesienie pomocy tym, którzy nie potrafią oceniać ze względu na wygląd...
- Przepraszam - wyszeptał Alek, przysuwając dziewczynę do siebie.
- Nie przepraszaj za niewiedzę - odpowiedziała mu swoim ciepłym głosem.
Chłopak z ciekawością złapał ją za lewą dłoń i korzystając z chwilowego elementu zaskoczenia, przesunął palcami w stronę ramienia. Natrafił na drobną nierówność - początek blizny, szpecącej delikatną skórę. Obrysował cały kształt dookoła ręki i wyczuł, że dziewczyna zadrżała.
- Mój biedny aniołek - szepnął czule. - Masz rację, ja nie mogę podziwiać twojej twarzy, ale potrafię lubić cię za to jaka jesteś. Masz wielkie serce i to w tobie cenię, więc nie chowaj się w cieniu i wyjdź czasem do ludzi, pokaż, że mimo przeciwności potrafisz walczyć i zwyciężyć.
Jej głowa z cichym westchnięciem opadła na jego ramię. Zapanowała cisza, przerywana jedynie zwariowaną pieśnią ogrodowych ptaków.
Atmosfera była zbyt poważna w mniemaniu blondyna, więc postanowił zrobić jedną, bardzo lubianą przez siebie rzecz. Zaczął łaskotać, niczego niespodziewającą się Lenę. Dziewczyna pisnęła histerycznie, próbując uciec od tych przyjemnych tortur, w efekcie czego przeturlała się na bok, mając w oczach łzy śmiechu. Wszystko było by dobrze, gdyby w ślad za nią nie poszedł Alek. Niemal przygniótł dziewczynę swoim ciałem i zaczął się śmiać. Wiele im nie było trzeba. Takie chwile, kiedy nie wiedzieli czy śmiać się, czy płakać, były najcenniejszymi w ich dotychczasowym życiu.
- Kiedyś, zatańczysz dla mnie.
Resztę dnia spędzili na tym co zwykle. Zajadali się pysznymi truskawkowymi lodami, razem przygotowywali obiad, śmiejąc się przy tym cały czas. Wieczorem zrobili sobie spacer po dużym ogrodzie przy ośrodku. Lena snuła swoje opowieści o każdym mijanym kwiecie. Często zatrzymywali się i dziewczyna kierowała dłoń przyjaciela na delikatne części roślin, opisując bardzo dokładnie, czego dotyka, tak by w połączeniu ze zmysłem dotyku, mógł odtworzyć w myślach obraz.
Gdy wrócili do pokoju Aleka, czekała ich bardzo przyjemna niespodzianka. W odwiedziny do chłopaka przyjechała starsza siostra.
- No braciszku, ile można na ciebie czekać? - zapytała z pretensjami, widząc sylwetkę blondyna.
Na początku chłopak osłupiał. Minęło sporo czasu od jej ostatniej wizyty, co spowodowane było koniecznością ciężkiej pracy, by w końcu mogła zabrać swojego brata do domu i zapewnić mu odpowiednie warunki do funkcjonowania. Nie miał jej za złe tak rzadkich odwiedzin, a nawet był bardzo wdzięczny za to, jak się stara. Zaczął powoli zapominać jaki ma głos, nic więc dziwnego, że na początku nie mógł go zidentyfikować.
- Jenna? - zapytał, doznawszy nagłego olśnienia.
- No, a kto inny? Chodź się przywitać z siostrą. Ale urosłeś.
Nie czekając, podeszła do niego i przytuliła mocno do swojej piersi. Lena przyjrzała się jej bardzo dokładnie. Była kobietą nie najmniejszych rozmiarów, fryzura nie budziła żadnych zastrzeżeń. Blond włosy nieco ciemniejsze niż te Aleka upięte były w wysoki kok na czubku głowy. Jaskrawo zieloną bluzkę na ramiączkach tonowały czarne krótkie spodenki, co uwieńczały delikatne klapki z ciemnych rzemyków.
- A to twoja dziewczyna? - zapytała, wskazując na Lenę, kiedy już wypuściła brata ze swoich objęć.
- Jenna, to jest Lena, moja przyjaciółka i nie, nie jest moją dziewczyną - odparł jej, przedstawiając wolontariuszkę.
- Miło mi - szepnęła nieśmiało dziewczyna, kłaniając się lekko. Alek był pewien, że się zarumieniła.
Niespodziewanie kobieta podeszła do niej i mocno uścisnęła, niemal miażdżąc wszystkie jej żebra.
- Przez sam fakt, że Alek cię lubi, jesteś dla mnie jak rodzina - zaśmiała się, wypuszczając drobną dziewczynę.
- No tak, zapomniałem cię ostrzec, że moja siostra jest bardzo... otwartym człowiekiem - rzucił wesoło blondyn, z szerokim uśmiechem.
- Zacznijmy od tego, że zapomniałeś wspomnieć, że masz siostrę.
Cała trójka śmiała się głośno jeszcze przez jakiś czas. W końcu rozległ się dzwonek, oznajmiający porę kolacji i Alek z przyzwyczajenia złapał Lenę za rękę, a ona niemal machinalnie pociągnęła go w stronę kuchni. Jenna rzuciła dziewczynie znaczące spojrzenie, na co ta zarumieniła się jak wiśnia i bez słowa przeszła do pomieszczenia, w którym zdążyli się już zgromadzić inni wolontariusze ze swoimi podopiecznymi.
- Moja kochana siostrzyczko, a co się stało, że przyjechałaś mnie odwiedzić? - zapytał w którymś momencie Alek.
- No tak, zapomniałabym. Właściwie od dzisiaj możesz już ze mną mieszkać. Dom jest wyremontowany, wszystko gotowe.
Nie ucieszył się. Przez cały czas, kiedy przebywał w ośrodku, marzył o tym, żeby siostra go stąd zabrała. Chciał poczuć, że komuś na nim zależy, ma własny dom i kochającą rodzinę, więc dlaczego czuł, że serce mu pęka?
- Jenna... nie spodziewałem się. Rozmawiałaś z kierownikiem? - zapytał przybitym głosem. Siostra nie zwróciła na to uwagi, ale Lena tak. Złapała jego rękę pod stołem i uścisnęła w pokrzepiającym geście.
- Rozmawiałam, rozmawiałam i jutro wieczorem masz być już gotowy do drogi.
Dwadzieścia cztery godziny. Mniej więcej tyle czasu dostał na spakowanie się, pożegnanie z tym miejscem i z... Leną. Zamyślił się. To przez nią nie chciał jechać. Przywiązał się do niej emocjonalnie, ale i fizycznie. Co on zrobi, kiedy jej zabraknie? Kto będzie potrafił tak pięknie opisać nowy dom, jak nie ona? I dlaczego siostra pojawiła się właśnie teraz?
Zorientował się, że Jenna pożegnała się i zapowiedziała, że wróci następnego dnia, w momencie, kiedy już jej nie było. Bez słowa wstał i potykając się o wszystkie możliwe rzeczy, ruszył w stronę swojego pokoju. Było to do niego tak niepodobne, że zaniepokojona Lena pospieszyła za nim.
Znaleźli się w końcu w dobrze znanym pomieszczeniu, po trudnej przeprawie przez korytarz. Alek ciężko opadł na łóżko. Wyglądał na strasznie przybitego.
- Hej, nie smuć się, przecież nareszcie się stąd wyrwiesz? Nie marzyłeś czasem o tym? - próbowała go pocieszać przyjaciółka.
- Lenka, nie w tym rzecz. Ja się bardzo cieszę, tylko, że to oznacza, że prawdopodobnie musimy się pożegnać. Mieszkanie mojej siostry jest za granicą.
Momentalnie uśmiech dziewczyny zniknął. Nie spodziewała się, że to będzie aż takie poważne. Gdyby chodziło o inne miasto, problem owszem byłby, ale od czego są autobusy i pociągi? Jeżeli jednak mowa o przekraczaniu granicy, sprawa nieco się komplikuje.
Usiadła koło niego i delikatnie przytuliła.
- Czyli to już nasze ostatnie spotkanie? - zapytała. - W tym momencie nasza bajka się skończy?
- Nie wiem, Lenka, nie wiem - odparł, delikatnie głaszcząc ją po plecach. - Myślę, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Na pewno tak będzie, a wtedy już na pewno cię nie zostawię.
Zamilkł na chwilę. Bił się z myślami, powiedzieć, czy nie? Ostatecznie zdecydował, że nie ma sensu ukrywać czegoś, co już dawno powinno zostać wyjawione.
Złapał jej twarz w swoje dłonie i chłodnymi palcami po raz kolejny zaczął badać jej kształt tak, jakby chciał wyryć go sobie w pamięci na zawsze. Kciukiem starł pojedynczą łzę, która zabłądziła na jej miękkim policzku. Palcem wskazującym obrysował usta, pogrążone w smutku. Uniósł jej twarz tak, żeby patrzyła prosto na niego, choć on sam nie mógł spojrzeć na nią. Pochylił się nieznacznie i musnął swoimi wargami jej usta. Wstrzymał oddech, przygotowując się... sam nie wiedział na co.
Ale Lena nie zrobiła praktycznie nic, jedynie odwzajemniła delikatny pocałunek. W jej głowie, a może w sercu wybuchła wojna. Nie wiedziała, czy ma być szczęśliwa. Alek, jej najlepszy przyjaciel przestał nim być. Momentalnie stał się ukochaną osobą, a jej uczucia wreszcie znalazły swoją nazwę, coraz bardziej komplikując to trudne rozstanie.
- Wybacz mi, Lenka. Bałem się, że zniszczę naszą przyjaźń - wyszeptał. - Proszę, zostań ze mną tych kilka godzin. Wiem, że będzie trudno, ale ja wrócę i cię znajdę.
Złożył obietnicę, za którą gotów był zrobić wszystko. Uczucie jednak nie miało nawet szansy rozkwitnąć. Przez jakiś czas mogli być szczęśliwi. Niewiele, ale im wystarczyło, by do serc wkradła się nadzieja na pomyślne zakończenie. Ich bajka mogła nadal trwać, a piękna księżniczka na zawsze mogła stać się oczami swojego księcia.
Tak jak poprosił, dziewczyna została z nim do momentu wyjazdu.
Widzieć twoimi oczami [cz.1]
__________________________________________
Nie chciał płakać. Starał się jak tylko mógł. Przez cztery długie lata nie wspominał przy nikim tego incydentu. Pomimo upływu czasu ból, jaki towarzyszył zdradzie pozornych przyjaciół, nie chciał zniknąć. Nie było już niczego, co potrafiłoby wywołać w nim takie emocje. Bezwiednie wtulił się w ramiona Leny. Szukał w nich pocieszenia, ale i zrozumienia.
- Lena - wyszeptał przez płacz. - Proszę pozwól mi... pozwól mi widzieć twoimi oczami.
A ja będę twym aniołem.
Wiem, miałam pisać Dzieje Ras, ale... nie. Nie znajdę odpowiedniej wymówki. Po prostu napisałam kolejne opowiadanie, które dedykuję mojej kochanej Miyoko, która leży w szpitalu. Wracaj do nas!
Zapraszam.
__________________________________________
Znowu leżał w szpitalnej sali, pełnej rozmaitej aparatury medycznej, która nieustannym pikaniem, rejestrującym pracę serca, przyprawiała o ból głowy. Mieszanina tlenu powoli wypływała przez plastikową rurkę, kojąco działając na zniszczone płuca. Jedynym kontrastem dla wszechobecnej bieli był mały woreczek z płynem zabarwionym na różowo. Kroplówka sączyła się kropla po kropli wprost do widocznych pod cienką skórą żył, by choć trochę ulżyć w chorobie.
Przez miesiąc żył nadzieją. Rak jednak powrócił w postaci licznych przerzutów.
Nie całkiem świadomy swojego egzystowania leżał w samotności, po prostu czekając. Sam nie był pewien, czego tak na prawdę się spodziewał. W wyobraźni majaczyła mu jedynie postać pięknej kobiety, całej ubranej na czarno. Nie widział twarzy, była przysłonięta przez kaptur. Doskonale za to widoczne były jej skrzydła. Majestatyczne pióra w kolorze hebanu przywodziły na myśl tylko wszechogarniający smutek i żałobę. Srebrna kosa połyskiwała złowrogo w jej białych jak kreda dłoniach. W swoim nieszczęściu i grozie wyglądała pięknie.
Lecz rzeczywistość znacznie różniła się od umysłowych obrazów.
Zamiast mrocznego anioła ujrzał małą dziewczynkę. Nie mogła mieć więcej niż dziesięć lat. Jako pierwsze zauważył tak intensywnie niebieskie włosy, zaplecione w długi, sięgający ziemi warkocz, że zaczął się zastanawiać, czy aby na pewno z jego oczami wszystko jest w porządku.
Westchnął cicho, wywołując nagły atak kaszlu. Na chwilę pozbawiło go tchu. Opadł ciężko na poduszki, nadal lekko pokasłując i drżącą z osłabienia dłonią przeczesał gęste niegdyś, teraz osłabione chemioterapią włosy.
- Kim jesteś? - zapytał cicho, niemal szeptem, zupełnie jakby bał się, że głośniejszy dźwięk rozerwie mu gardło.
Dziewczynka popatrzyła na niego wielkimi, przywodzącymi na myśl nocne niebo, oczami i uśmiechnęła się wesoło, podchodząc bliżej.
- Jestem Mika - rozległ się jej głos, miękki i delikatny, jak tylko dziecięcy głos potrafi być.
- Sebastian - odparł równie cicho, co poprzednio.
Zmierzył ją wzrokiem, kiedy ta, nie patrząc na nic, usiadła na jego łóżku i ponownie ukazała dwa rzędy bielusieńkich ząbków.
- Pewnie się zastanawiasz, co tu robię, prawda?
Skinął jej głową na potwierdzenie. Im więcej mówił, tym gorzej się czuł. Uporczywe drapanie w gardle doprowadzało go do szału, natomiast olbrzymia dawka środków przeciwbólowych wprawiała go w stan otępienia umysłowego.
- Przyszłam się pożegnać z tym miejscem - westchnęła chicho, a zabrzmiało to, jakby była staruszką, która kończy swój żywot z wieloletnim bagażem doświadczenia. - Jutro odłączą mnie od tych dziwnych pomp i będę mogła pójść do nieba. Widzisz mnie, prawda? - zapytała z nadzieją w głosie.
Ponownie skinął głową, zastanawiając się, czy naprawdę nie zwariował.
- Więc ty także niedługo opuścisz ten świat. Mogę na ciebie poczekać. Razem będzie raźniej, chociaż mój anioł stróż mówił, że nie ma się czego bać...
- Ja nie pójdę do nieba - wysilił się na przerwanie jej monologu, tylko po to by zobaczyć zdziwienie i niepewność w tych dziecięcych oczach. - Widzisz, zrobiłem coś tak złego, że nawet mój własny anioł mnie opuścił. Na moich oczach zginęli moi rodzice, a ja nie zrobiłem nic, żeby im pomóc. Ktoś taki nie zasługuje na szczęście.
Z chwilą wypowiedzenia tych słów coś się zmieniło. Przypadkowy obserwator nie byłby w stanie tego zauważyć, jednak chłopak poczuł to bardzo wyraźnie. Pieczenie w gardle ustało bez żadnej przyczyny. Lekko się uśmiechnął, przecząc całemu smutkowi, z jakim mówił.
- Więc nie możesz jeszcze odejść - powiedziała z poważną miną, która wcale nie pasowała do jej dziecięcego oblicza.
Zerwała się na równe nogi i wybiegła z sali, zostawiając zdezorientowanego chłopaka samego.
Następnego dnia się nie pojawiła.
Kilka kolejnych dni upłynęło mu jedynie w towarzystwie lekarzy i pielęgniarek, którzy z każdą wizytą byli coraz bardziej zdziwieni. Sebastian miał zerowe szanse na przeżycie. Dawali mu zaledwie kilka tygodni, ale niespodziewanie jego stan zaczął się poprawiać. Przeżuty zniknęły.
Miał dużo czasu na myślenie. Każdej godziny wspominał dziwną dziewczynkę, której akt zgonu, jak się dowiedział, zanotowano dzień po ich spotkaniu. Za każdym razem, kiedy tylko jej twarz pojawiała mu się przed oczami, zastanawiał się czy rzeczywiście rozmawiali, czy była to tylko fikcja, wywołana przez zbyt dużą dawkę leków.
Kiedy w końcu podjęto decyzję o wypisaniu go ze szpitala, czuł się, jakby zerwano z niego ciężkie łańcuchy, jakby po długim czasie odzyskał wolność. Chciał zrobić tak wiele, przede wszystkim pragnął w końcu docenić dar, jaki dostał od Boga - jedno życie.
Momentalnie oprzytomniał, bo wychodząc z budynku szpitala, ją zobaczył.
Siedziała na drewnianej ławeczce pod wielką sosną, wesoło machając nogami. Jak gdyby nigdy nic uśmiechnęła się do chłopaka i zeskoczyła na ziemię.
- Przepraszam, że nie wzięłam cię ze sobą - powiedziała patrząc mu prosto w oczy. - Nie mogłeś jeszcze umrzeć. Dostałeś drugą szansę, a ja Go spotkałam.
- Nie rozumiem, dlaczego, czym zasłużyłem na tak wiele - odparł, starając się zapanować nad drżącym głosem.
- Wyznałeś swoją winę i co najważniejsze żałujesz tego. Masz doskonałą okazję by wszystko naprawić, nie zmarnuj tego.
- A co ty tu jeszcze robisz?
Zapanowała między nimi cisza. Niebiesko włosa wspięła się na palce i delikatnie zmierzwiła włosy sporo wyższego chłopaka. On zaś z niepokojem patrzył na jej roześmianą buzię i pełne szczęścia spojrzenie.
- Ja? - odezwała się w końcu. - Ja jestem twoim aniołem stróżem.
Taki krótki list ;)
Moi kochani czytelnicy,
Możecie przeżyć szok, ponieważ właśnie przed chwilą dodałam 12 rozdział "Dzieje Ras" i jestem na dobrej drodze, by napisać kolejny ^^
Z niecierpliwością czekam na wasze komentarze i cóż... po prostu cieszę się, że ktokolwiek to czyta ;3
Podziękowania wędrują do Teo i Aleksandra za betę ;P dzięki chłopaki ;*
Miłego czytania!
12. Strach, miłość i kołki.
- Nie mów o tym w ten sposób - wrzasnęła Remon, wstając.
Atmosfera stała się nie do zniesienia. Obydwoje mierzyli się wzrokiem, ignorując Olenę, która ze stoickim spokojem popijała herbatę. Demren chrząknął znacząco, a jego oczy zdawały się hipnotyzować.
- Usiądź. Wszystko ci opowiem - powiedział w końcu.
Wykonywanie poleceń niezaufanych osób nie leżało w jej naturze, tym razem jednak posłuchała. Bielikowa nie omieszkała posłać karcącego spojrzenia przybyszowi.
- Musimy - zaczął wyklęty łowca - cofnąć się w bardzo odległą przeszłość.
Dziewczyna jęknęła cicho. Opowieść nie zapowiadała się zbyt interesująco.
- Dawno, dawno temu, u zarania dziejów, kiedy to Bóg stworzył świat, pojawiły się istoty mroku i światła. Powstały wtedy dwa smoki: Zitron i Gorudo. Szmaragdowy smok miał za zadanie opiekować się łowcami, a złoty cieniami. Już wtedy obydwa zaklęte były w duszach pierwszych przywódców dwóch frakcji. Miał być pokój, a one miały go strzec. Niestety zrodziły się również istoty półmroku, czy jak kto woli półświatła. Pierwszym wampirem było dziecko z nieprawego łoża władcy cieni i najmłodszej córki pierwszych przywódców łowców. Musisz jeszcze wiedzieć, że obydwa smoki się przenoszą. Zitron w linii żeńskiej, Gorudo w męskiej. Jesteś więc pierworodną córką, pierworodnej córki, pierworodnej córki i tak aż do początku rasy.
Przy stole zapanowała cisza, przerwana jedynie głośniejszym westchnięciem Remon. W końcu przemówiła Olena:
- To niezła historia, owszem, ale moim zdaniem ma parę niedociągnięć.
- Niedociągnięć?! - Starzec był oburzony. - Niech ci będzie wiadome, Oleno, że spędziłem wiele lat w Przepastnej Bibliotece Strażników Czasu i ułożyłem swoją opowieść na podstawie tysięcy źródeł, z których każde po wielokroć sprawdziłem.
- Tak, a ja twierdzę, że są w niej pewne niekonsekwencje - upierała się kobieta. - Po pierwsze, twoja wersja nie współgra z przepowiednią.
- Bo to wcale nie jest przepowiednia - przerwała jej Remon. - Ostatnio dosyć często rozmawiam z Zitronem i on twierdzi, że tą wersję, którą ty znasz, napisano po to, by straszyć dzieci. Smoki mają zaprowadzić pokój.
- I co najlepsze, Agnar o tym wie - zaśmiał się Demren.
- Tego właśnie nie rozumiem. Skoro on tak bardzo nienawidzi cieni i wampirów, to dlaczego chce przyjścia czy tam powrotu Zitrona?
- Ach - westchnął starzec z miną człowieka, który zna odpowiedź. -Teraz pomyśl. Skoro już za trzy miesiące nadejdzie wyzwolenie, to dlaczego nic nie wiedziałaś ani o trzech frakcjach, ani o swoim dziedzictwie? Bez odpowiedniego przygotowania zginiesz, a razem z tobą Zitron, chyba, że masz córkę, w co raczej wątpię.
- Aha - szepnęła Olena, która uważała, że Demren nie powinien być z siebie taki dumny.
- Następna niekonsekwencja? - zapytał, patrząc wprost na kobietę.
- A właśnie... - zaczęła, tym razem jednak zdecydowanie mniej pewnym głosem.
- Chwila - ponownie przerwała jej brunetka z lekkim rozdrażnieniem. - Co z moją matką?
- Widzisz, Remon, kiedy Agnar dowiedział się, o tym, że Zitron jest dziedziczony, miałaś dwa lata. Twoja matka i ojciec wiedzieli, że masz smoka, bo Agnes również była piastunką. Tylko, że w jej przypadku uwolnienie nie nastąpiło. Nie wiem dlaczego i prawdopodobnie nigdy już się nie dowiem - westchnął ciężko. - Jechaliście nad morze. Któryś z ludzi mojego brata przeciął linki hamulcowe w waszym samochodzie. Mieliście wypadek, który tylko ty przeżyłaś. Twoja matka była bardzo piękna, zupełnie jak ty...
- Przestań!
- Nie chcąc budzić podejrzeń, Agnar wychował cię na swojego pupila. Nie mógł przecież od tak ponownie spróbować cię zabić...
Remon w trakcie jego wypowiedzi wstała i mechanicznie wyszła z pokoju. Miała łzy w oczach. Po raz kolejny uświadomiła sobie, że całe jej życie było kłamstwem. Nie chciała wiedzieć, że ten dobry, kochany człowiek, którego nazywała dziadkiem w rzeczywistości był łgarzem i nic nie wartym szaleńcem, zdolnym do zabicia własnej rodziny.
Dopiero, gdy była pewna, że zniknęła z pola widzenia Oleny i Demrena, pędem pobiegła do swojego tymczasowego pokoju i położyła się na łóżku. Była potwornie zmęczona. Cały dzień trenowała, a na koniec jeszcze przeżyła spotkanie z dziwnym łowcą, który tak naprawdę nim nie był.
Nawet nie zwróciła uwagi, kiedy po jej policzkach popłynęły słone łzy. Wszystko ją przerastało. Zakryła twarz poduszką, a jej ramionami wstrząsnął szloch. Łkała cicho, starając się nie myśleć. Jakkolwiek jej to nie wychodziło. Miała wyrzuty sumienia, obwiniała się za śmierć rodziców. Dlaczego właśnie ona przeżyła?
I znów powróciła kwestia dziadka... tylko czy nadal mogła go nazywać dziadkiem? To bolało. Potworny ból, rozrywający serce nie chciał odejść. Ogarnęła ją pustka. Cała, do tej pory ledwo utrzymywana w normie, psychika, pękła, jak skorupka jajka zrzuconego na podłogę.
Ze stanu odrętwienia wyrwał ją czyjś łagodny dotyk. Niepewnie podniosła głowę i niemal od razu poczuła jeszcze większą ochotę, żeby płakać. Troska, jaką ujrzała w złotych tęczówkach przyjaciela sprawiła, że zapragnęła się do niego przytulić.
A Luke, jakby czytając jej w myślach, otoczył jej drobne ciało ramieniem i delikatnie starł łzy dziewczyny z policzków.
- Już spokojnie - szepnął. - Będzie dobrze, zobaczysz.
- Luke... Jak może być dobrze? Ja mogę zginąć bez odpowiedniego przygotowania. Boję się.
- Nie pozwolę ci umrzeć - powiedział głosem tak pewnym, że widać było jak bardzo w to wierzy. - Będę zawsze przy tobie i zawsze cię ochronię. - Jakby na potwierdzenie tych słów mocniej przysunął ją do siebie. - Znamy się trochę więcej niż miesiąc, ale jesteś dla mnie kimś bardzo ważnym i nie wiem, co bym zrobił gdyby cię zabrakło.
Później nastąpiła całkiem przewidywalna rzecz. Luke przyciągnął ją do siebie, ujął jej twarz w swoje chłodne dłonie i pocałował w usta. Zupełnie jak całują się zakochani w finale komedii romantycznych. Tylko, że lepiej.
O wiele lepiej.
Remon na zmianę było zimno i gorąco. Miała wrażenie, że nagle zaczęli się unosić nad łóżkiem, co w rzeczywistości daleko od prawdy nie odbiegało. Po prostu chłopak wykorzystał swoje zdolności i uniósł ją tak, że znalazła się przed, a nie obok niego. Pojęcia takie jak "niepewność" czy "strach" zdawały się w ogóle nie mieć znaczenia. Liczyła się tylko ta jedna chwila. Nie było przeszłości, różnic, ani niepewnej przyszłości.
Wyłącznie tu i teraz.
Całowali się coraz bardziej namiętnie. Jakiekolwiek słowa byłyby teraz splątane, niczym jej gęste loki, które delikatnie przeczesywał palcami, by stały się jednorodnym strumieniem zdolnym do zakrycia jego świata. Nawet nie pamiętał, kiedy spostrzegł, że dziewczyna stała się dla niego niezbędnym do życia słońcem, kiedy uświadomił sobie, że każdy kolejny dzień bez niej jest katorgą nie do zniesienia, kiedy zrozumiał, że ból w klatce piersiowej, jaki odczuwał w jej obecności, to tłukące się serce, kiedy pojął, że jej życie stało się sensem jego, kiedy rozeznał się w uczuciu, jakie miało wdzięczną nazwę "miłość".
Dla niej zaś, było to coś zupełnie obcego. Pozwoliła zawładnąć nieznanym emocjom nad swoimi czynami i nie była w stanie żałować. Delikatne łaskotanie w brzuchu sprawiło, że poczuła się szczęśliwa, a dotyk jego miękkich warg, które tyle razy wypowiedziały jej imię, spowodował uczucie bezpieczeństwa. Świat niebezpiecznie zawirował, wszystko spowiła delikatna mgiełka.
Jedne oczy na przeciw drugich. Szmaragd tuż przy złocie.
Tylko czy wolno im było kochać?
* * *
- Remon, czy ty mnie słuchasz? - zapytał z irytacją w głosie Demren.
Dziewczyna spojrzała na niego z niechęcią. Nadal miała mu za złe brak szacunku wobec śmierci jej matki, ale i sam fakt, że pojawił się niespodziewanie po tylu latach i miał czelność prosić o schronienie. Jednak nie to zaprzątało jej myśli. Wspominała ten niezwykły pocałunek z poprzedniej nocy.
- Przepraszam, zamyśliłam się - odparła chłodno, przybierając maskę bezuczuciowej twarzy.
- Skup się, od tego, czy to zrozumiesz, niekiedy zależeć będzie twoje życie - starzec westchnął teatralnie i z miną nauczyciela ponownie zaczął swoją lekcję. - Kołki to mit. Jedyny sposób, żeby zabić cienie, to przebicie ich serca czystą nitką światła. Srebro jedynie pomaga skupić energię, a forma kołka ułatwia przebicie powłok skórnych i mięśni, by uzyskać dostęp do pompy. Rozumiesz?
Brunetka pokiwała mu głową i bez większego wysiłku oplotła trzymany w rękach kołek nitką światła. Wysunęła go energicznie do przodu, udając, że przebija na wylot jakiegoś cienia, a z czubka, całkiem jak z pistoletu, wystrzelił promień białej energii.
Demren uśmiechnął się z satysfakcją. Dziewczyna była bardzo, ale to bardzo pojętną uczennicą.
11. Przeklęty Prorok i Śmiertelny Wiatr
2. Będziemy dążyć do całkowitego poznania nauki światła, aby kiedyś nasze ciała i zmysły stały się doskonałe.
3. Z głębokim zapałem będziemy kultywować ducha samo wyrzeczenia się.
4. Będziemy spoglądać w światłość ku prawdziwej mądrości i sile, porzucając inne pragnienia.
5. Będziemy wierni naszym ideałom i nigdy nie zapomnimy o cnocie pokory.
6. Zachowamy czystość krwi, nie pozwalając zbrukać jej mrokiem.
7. Odpowiednio przygotujemy świat, ażeby stał się godnym miejscem na przyjście Świętego Szmaragdowego Smoka.
Dziewczyna pokręciła lekko głową.
Po całym dniu ciężkiej pracy Remon była tak zmęczona, że nawet dwie kawy nie były w stanie przywrócić jej chęci do życia.






